“
Stracona w Twoich ramionach.
Bez imienia, bez kształtu, rozpadam się i składam,
Bez imienia, bez kształtu, rozpadam się i składam,
gubię i
znajduję, spadam i unoszę, rozkładam swoje skrzydła i mknę w mrok, w
Ciebie,
prowadzona zmysłami i Twymi palcami... ” *
...
Zgodziłam się i nie puszczając Twojej dłoni, poszłam wraz z Tobą. Prowadziłeś mnie przez długie korytarze, przez wiele drzwi oraz windę, która zabrała nas aż na sam szczyt. Puściłeś moją dłoń, cisza wypełniła kilkumetrową powierzchnię. Pozwoliłeś abym przyglądała się Tobie - gęstym włosom, których końce opadały na Twoje czoło, rzęsom, które w subtelny sposób zaczesywały bezbarwne, bezwonne powietrze, nosowi, kościom policzkowym, ustom. Odwróciłeś wzrok i przyłapałeś mnie. Spuściłam głowę i zarumieniłam się po chwili czując, jak ponownie chwytasz delikatnie za mój nadgarstem, za dłoń, za palce. Pociągnąłeś mnie za sobą w tym wciąż nieznanym kierunku. Przestraszyłam się. Przystanęłam a wraz ze mną i Ty. Spojarzałeś na mnie zielenią swych oczu, uśmiechnąłeś się w ten zadziorny sposób, którego jeszcze nie znałam tak, jak znam, znałam teraz, wtedy, kiedyś. Wyciągnąłeś rękę i odliczając do pięciu, chwyciłam za nią. Zacząłeś biec. Mijaliśmy ludzi - tych zatroskanych, zapracowanych, zmęczonych. Ktoś za nami krzyknął a Ty zaśmiałeś się. Nie potrafiłam zrozumieć, poczuć wtedy tego, co poczułeś i rozumiałeś Ty. Teraz wiem, teraz rozumiem. Otworzyłeś przede mną następne drzwi przepuszczając przodem. Kolejne schody i metry do przejścia. Poczułam ból w płucach, zaduch, próbując dotrzymać Ci tego szaleńczego kroku. W końcu stanąłeś przed ostatnimi drzwiami, u szczytu kilkudziesięciu schodów, które pokonaliśmy, wchodząc na samą górę. Otworzyłeś je i kiedy przeszłam za próg, zobaczyłam jasność dnia, rozciągający się horyzon budynków i poczułam ciepło promieni słońca, które tańczyły na mej utęsknionej skórze. Minąłeś mnie i podszedłeś do samego skraju. Odwróciłeś się w moją stronę, uśmiechnąłeś się i robiąc krok w przód, skoczyłeś, pozwalając przerażeniu sparaliżować moje ciało, w głuchą pustkę wykrzyczeć Twoje imię. Usłyszałam Twój śmiech i stawiając niepewne kroki, podeszłam na granicę dachu. Uśmiechnąłeś się, jednak widząc moje przerażenie, ten strach, zrozumiałeś jak bardzo przestraszona byłam. Przepraszałeś. Kilkakrotnie, wiele razy, nawet wtedy. Wyciągnąłeś ręce w moją stronę i prosiłeś, bym skoczyła. "Złapię Cię, złapię. Obiecuję", mówiłeś. I skonczyłam, i zapałeś. Przeprosiłeś i prosiłeś, abym spojrzała przed siebie, rozciągnęła wzrok, wyciągnęła ręce i poczuła, to co On sam, właśnie wtedy, właśnie tam - nieograniczoną wolność.
To było nasze miejsce. I naszym już pozostało.
“ Take me away, a secret place
A sweet escape, take me away
Take me away to better days
Take me away, a hiding place ” *
[*BlackkRose.soup.io *Natasha Bedingfield - Pocketful of Sunshine]
Wolność ma wiele odsłoń i jeszcze więcej niosą cierpienia za sobą..
OdpowiedzUsuńWolność to cnota, która niesie ze sobą cierpienia, jak i radość.
OdpowiedzUsuń[dont-let-me.blogspot.com]